Test Karol Nienartowicz

Share this post

Wstęp

We wrześniu 2016 r. na rynek weszła nowa wersja teleobiektywu Tamron SP 150-600 mm f/5-6.3 Di VC USD, która funkcjonuje pod nazwą G2. Jest to odświeżona wersja kilkuletniej konstrukcji, która ma wielu zwolenników wśród fotografów pejzażu, dzikiej przyrody i sportu.

W październiku 2016 r. zostałem poproszony przez firmę Foto-Technika, przedstawiciela Tamrona w Polsce, o przetestowanie nowego obiektywu podczas fotografowania pejzażu w warunkach górskich.

W niniejszej recenzji nie będę pisał o specyfikacji i szczegółach technicznych oraz różnicach miedzy starszą i nowszą wersją obiektywu, bo to można znaleźć w innych miejscach, a skupię się na tym co jest, moim zdaniem, najważniejsze w fotografii górskiej: względach praktycznych oraz nade wszystko na efektach pracy – czyli fotografiach, które zrobiłem tym sprzętem.

Okres i miejsce testowania

Fotografowałem Tamronem 150-600 G2 podłączonym do body Canona 5D mark II, przez okres jednego miesiąca. Pierwsze próby odbyły się 4 listopada 2016 w Karkonoszach, a po raz ostatni użyłem do 7 grudnia na Sokolicy i Czerteziku w Pieninach. W tym okresie używałem obiektywu na kilkunastu plenerach, głównie w Tatrach, Pieninach, Gorcach i Karkonoszach, ale miałem okazję również fotografować Gdańsk i pejzaże morskie w Gdyni. Okres testowania w przeważającej części przypadł na warunki zimowe – silne mrozy, opady śniegu i dużą wilgoć.

Wielkość, waga, ergonomia i… wygląd

Już na pierwszy rzut oka widać, że Tamron 150-600 G2 to prawdziwa armata! Złożony korpus liczy 29 cm, a po nakręceniu osłony przeciwsłonecznej (bardzo przydatna podczas wschodu słońca w górach) i przyzoomowaniu do maksymalnej ogniskowej 600 mm – osiąga aż 45,5 cm! Można więc śmiało stwierdzić, że ta prawie półmetrowa lufa, to kawał dobrego i ciężkiego obiektywu. Dużym problemem staje się średnica filtra, która wynosi aż 95 mm. Ceny filtrów w tych rozmiarach są naprawdę mało przyjemne. Sam podczas pracy teleobiektywem używam czasem filtra polaryzacyjnego dla przycienienia nieba podczas fotografowania o wschodzie słońca w górach. Koszt dobrego polara w tym rozmiarze to wydatek około 1000 zł i więcej. Tak więc decydując się na pracę filtrami z tym obiektywem należy doliczyć konieczność kupienia nowego zestawu filtrów.

Jego waga to aż 2,10 kg, co przy tych parametrach nie jest złym wynikiem, ale czuć ją podczas wielogodzinnej wędrówki po górach. Jednak gdy spojrzy się na możliwości maksymalnej ogniskowej łatwo dojść do wniosku, że warto się pomęczyć.

Wygląd nie jest w mojej opinii sprawą najistotniejszą, ale chyba każdy zgodzi się, że przyjemnie jest fotografować obiektywem, który ma solidny i „profesjonalny” wygląd (wiecie o co chodzi!), a ten tak właśnie wygląda. Wykonanie jest solidne i raczej bez obaw można wystawić go na działanie niezbyt ekstremalnych warunków atmosferycznych. Podczas dwudziestostopniowego mrozu połączonego z silnym wiatrem obiektyw działał bez zarzutu.

Nowy Tamron to prawdziwa armata!

Obsługa sprzętu jest intuicyjna, a rozmieszczenie przełączników i pierścieni pozwala na wygodne używanie obiektywu nawet w grubych rękawicach, co było bardzo ważne podczas wielu zimnych i wietrznych wschodów, kiedy zdejmowanie rękawic tylko po to, aby przełączyć guzik, było ostatnią rzeczą na którą miałem ochotę.

W tym miejscu pojawia się chyba największy zarzut z mojej strony w kierunku producenta. O ile używanie obiektywu jest wygodne i intuicyjne, to zupełnie nietrafiony jest pomysł z dołączeniem do tak wielkiej armaty szmacianego worka zaciskanego sznurkiem. Za każdym razem brakowało mi tu solidnego pokrowca, np. lekkiej torby o przekroju walca z paskiem do zawieszenia na ramię lub szyję. Canon dodaje taki pokrowiec w cenie obiektywu (np. do obiektywu 100-400, którym na co dzień pracuję). Nie chodzi tu wyłącznie o wygodę, ale także o bezpieczeństwo tego drogiego sprzętu. Kilka razy omal nie upuściłem śliskiego worka z obiektywem na ziemię próbując go jakoś chwycić podczas wyciągania z plecaka. Brak takiej torby nie pozwalał również na swobodne żonglowanie obiektywami podczas zmieniających się warunków. Można (i chyba trzeba) dokupić to we własnym zakresie, a to kolejny wydatek.

Praca z obiektywem

Testowałem obiektyw podczas fotografowania w różnych warunkach pogodowych. Głównymi przeszkodami były oczywiście wiatr i zła przejrzystość powietrza. Szczególnie podczas silnego wiatru miałem kłopot z uzyskaniem ostrych zdjęć na maksymalnej ogniskowej. Tu musiałem ratować się podbijaniem ISO do wyższych wartości, osłanianiem obiektywu własnym ciałem itd. Fotografowałem głównie ze statywu, najczęściej ostrząc ręcznie i blokując ogniskową za pomocą FLEX ZOOM LOCK. Tu duży plus dla Tamrona, za możliwość włączenia blokady w dowolnym momencie ogniskowania. W praktyce przydaje się to głównie dla ochrony przed przypadkowym przekręceniem pierścienia, bo tubus jest na tyle dobrze spasowany, że sam się nie rozjeżdża nawet podczas ustawienia obiektywu pionowo do góry.

Kilka razy fotografowałem również z ręki z włączonym autofocusem, który zwykle celnie trafia w punkt. System stabilizacji obrazu przydawał się praktycznie w większości sytuacji powyżej ogniskowej 300 mm, a podczas gorszych warunków oświetleniowych i zdjęć nocnych również podczas pstrykania ze statywu.

Najczęściej korzystałem z najniższej wartości przysłony co było wymuszone słabym światłem. Jeden raz wybrałem się na zdjęcia nocne, aby fotografować ośnieżony Giewont. Złożyłem także z kadrów wykonanych Tamronem kilka panoram. Przy panoramowaniu szczególnie doceniłem możliwość blokowania ogniskowania, o której pisałem wyżej.

Tamron w akcji na Giewoncie. Fot. Jeremiasz Gądek.

Podsumowanie

Podczas kilkunastu plenerów wykonałem Tamronem około 250 zdjęć Po fotografiach najlepiej można ocenić możliwości tego sprzętu. Świetna ostrość i kolory, dobra plastyka obrazu, celny autofocus i ogniskowa 600 mm, wygodne rozmieszczenie przycisków i pierścieni, dobra obsługa w rękawicach – to główne zalety tego sprzętu podczas górskich wypadów.

Za wady uznaję prowizoryczny pokrowiec i średnicę filtra 95 mm (z tą uwagą, że pewnie mniej się nie dało). Duża waga może być problematyczna podczas częstego przemieszczania się pieszo, ale nie powinna mieć znaczenia dla zmotoryzowanych, którzy fotografują głównie w rejonie miejsc dostępnych samochodem.

Szczerze polecam obiektyw do zastosowania w fotografii górskiej i pejzażowej. W tej cenie, parametrach i jakości nie ma obecnie na polskim rynku lepszego sprzętu.

Na zdjęciu fotograf Jeremiasz Gądek testujący obiektyw Tamron 150-600 G2 podczas fotografowania na szczycie Giewontu.

Efekty pracy – zdjęcia

Z 250 zdjęć wybrałem do pokazania około 22 najciekawsze. Przy każdej fotografii znajdują się miejsce i parametry wykonanego zdjęcia, a czasem również kilka słów komentarza.

Similar article